|
czwartek, 10 lipca 2008
TELEFONIA STACJONARNA EKOTEL WALCZY O KAWAŁEK TELEKOMUNIKACYJNEGO TORTU
Dziś trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu mieliśmy do czynienia z monopolem na rynku stacjonarnych usług telefonicznych. Telekomunikacja Polska królowała niepodzielnie, za nic mając sobie UOKiK, czy dobro przysłowiowego Kowalskiego. Nie podobało się - to nie miało się telefonu, na którego podłączenie dodatkowo trzeba było czekać. Pamiętam czasy, w których, aby dzwonić za granicę trzeba było zamawiać rozmowę, a po miesiącu klęło się na koszty, gdy listonosz przynosił rachunek. W Polsce AD 2008 panuje wolna konkurencja, daleka od ideału, ale w fazie 'uczenia się'. Z pewnością tysiące abonentów odetchnęło z ulgą, gdy na horyzoncie pojawiła się możliwość powiedzenia nielubianej tepsie 'goodbye'... przynajmniej pozornie, bo w praktyce inni providerzy usług korzystają z linii TP. Swego czasu agresywna kampania TELE2 śniła mi się po nocach i osobiście nie dałam się skusić na zmianę operatora. Przyczyna jest prosta - korzystam z Internetu (sieć kablowa) i z komórki, mam 'złoty numer', więc nie odczuwam potrzeby rezygnowania z TP, która pomimo wielu wad wciąż jest gwarantem wysokiej jakości usług. Mimo to, kwestionowałabym jej konkurencyjność cenową i dlatego posiadaczom abonamentu w tepsie sugerowałabym zapoznanie się z ofertami alternatywnymi. Najnowszym kandydatem do odebranie tepsie klientów jest EKOTEL. Zapoznałam się z ich stroną internetową i ofertą i mam kilka spostrzeżeń... Strona wykonana nowocześnie, łebdwuzerowo od pierwszej wizyty sprawia wrażenie świeżości, szkoda tylko, że nie znalazłam żadnych (!) informacji o samej firmie, do kogo należy marka, co oznacza nazwa... Czy nawiązuje do eko-ekonomiczny, czy może eko-ekologiczny, co może sugerować modelka na trawie i soczysta zieleń? Kontynuując wady EKOTEL-u bardzo nie podoba mi się wyłączenie sieci PLAY z cennika obowiązującego dla pozostałych operatorów komórkowych. Odpowiednio 0,55 brutto/min do wszystkich i 0,89; 0,74 poza godzinami szczytu do PLAY. Posiadam mobile w PLAY i taki deal zdecydowanie mnie zniechęca... Tyle minusów - pora na zalety EKOTEL. Pierwszą i najważniejszą są TANIE ROZMOWY. Jak to działa? Jak podaje usługodawca 'operator oferuje usługi abonamentu telefonicznego oraz połączeń telefonicznych na liniach TP. EKOTEL kupując hurtowo abonamenty od tp może oferować je swoim klientom w niższych cenach przy zachowaniu wysokiego poziomu usług.' Przejście do EKOTEL-u jest dziecinnie proste, co z pewnością brzmi kusząco. Dodatkowo można zachować swój dotychczasowy numer (za 61 zł) i pozatelefoniczne usługi z jakich korzystało się w tepsie. Miesięczny abonament to jedynie 39,99 brutto i 100 minut do wykorzystania na rozmowy lokalne i międzymiastowe. Za połączenia lokalne zapłacimy tylko 0,05-0,10 zł za minutę, zaś za międzymiastowe 0,12-0,34 zł/min. Cena połączeń międzynarodowych jest konkurencyjna względem TP, czy TELE2, natomiast pozostaje droga w porównaniu z tzw. 'tanimi numerami'. Przykładowo minuta do Niemiec, Włoch, Wlk. Brytanii - 0,58, zaś na telefony komórkowe - 1,29. Bardzo podoba mi się panel administracyjny, poprzez który istnieje możliwość sprawdzania online szczegółowego billingu połączeń i zarządzania swoimi usługami. Lubię załatwiać, wszystko co możliwe przez Internet, dlatego doceniam tę użyteczność. Więcej informacji na stronie www.ekotel.pl ![]()
piątek, 09 maja 2008
POZYCJONOWANIE I REKLAMA W INTERNECIE
Czego nie ma w Internecie, tego nie ma na świecie - zwykła mawiać moja pani profesor od informatyki. Blisko 70% MSP w Polsce ma dostęp do Internetu. A tymczasem tylko 13% inwestuje w innowacje, a procent przedsiębiorstw prowadzących działania e-marketingowe trudno oszacować. Czy przedsiębiorcy obudzili się już z letargu i zrozumieli, że era, w której własną www miały tylko duże firmy, przeszła do historii, a dziś, w niektórych branżach, aby skutecznie konkurować potrzeba nie tylko przemyślanego serwisu, reklamy, ale i systemu zarządzania relacji z klientem? Widząc pseudo-wizytówki internetowe wykonane w najbardziej archaicznej wersji html-a, z grafiką pozbawioną smaku i brakiem optymalizacji nakierowanej na silniki wyszukiwawcze, natychmiast rezygnuję z usług potencjalnego usługodawcy - czy to sprzedawcy bielizny, czy właściciela pensjonatu w Mielnie. Ale dla webmastera, to i tak sukces, że znalazłam się na jego stronie. Dać się znaleźć - w tym cały szkopuł. Guru e-marketingu Dave Chaffey podkreśla ogromną rolę tzw. 'marketingu wyszukiwarek', króry sprowadza się do skutecznego pozycjonowania witryny i znalezienie się na szczycie wyników wyszukiwań google, a tym samym osiągnięcie jak najwyższej cyferki w magicznym i pożądanym Page Ranku, czyli googlowym algorytmie do obliczania, jak popularna jest w sieci nasza strona. Pozycjonowanie stron, czyli tzw. SEO (search engine optimalization), to zespół działań służących do wypromowania strony w sieci. Po pierwsze ważny jest właściwy dobór słów kluczowych, czyli w uproszczeniu i bez zagłębiania się w szczegóły i sztuczki (niezawsze etyczne), jakie stosują webmasterzy i programiści, to pisząc na blogu - 'skuteczne pozycjonowanie', zwiększam szansę na to, że ktoś, kto wpisze w google ten zwrot, otrzyma link do mojego bloga. Analiza statystyk ruchu na stronie, czyli tzw. trafficu pozwala na bieżąco śledzić zachowania odwiedzających, w szczególności ich preferencje. Z ogólnodostępnych systemów statystyk warto polecić rozbudowane google analytics, natomiast chcąc dogłębnie monitorować kampanie internetowe i ROI, należy zwrócić się do specjalistów lub zainwestować w zaawansowane rozwiązania. Optymalizacja stron, to z kolei dostosowywanie kodu i treści strony do przyjętych standardów, np. minimalizowanie objętości kodu w celu zwiększenia prędkości działania strony lub uczynienie nawigacji i interface'u bardziej przyjaznego użytkownikom. Naturalne linkowanie nie traci na znaczeniu i w znacznej mierze generuje wejścia do serwisów www. Tkwi w nich ogromny potencjał, zwłaszcza w dobie rozkwitu serwisów społecznościowych i agregatów treści, dlatego konieczne jest uwzględnienie tej formy reklamy w działaniach e-promotion mix. Przestrzeń internetowa stopniowo staje się równoległym światem - już nie wirtualnym, ale jak najbardziej rzeczywistym - tak jak rzeczywiste są pieniądze, jakie można zarobić decydując się na e-commerce. Kto pozostaje offline, nie jest jeszcze za burtą, ale naraża się na balansowanie po pokładzie podczas sztormu - większy podmuch i raz na zawsze wypadnie z gry. Reklama w Internecie to dziś konieczność. Dobra reklama - kreatywna, profesjonalna, estetyczna, a przede wszystkim oryginalna. W sieci nastąpiło odwrócenie tradycyjnej zależności push, na pull - to Internauta decyduje, co chce oglądać i czy to się reklamodawcy podoba czy nie - musi trafić w gust odbiorcy. Przydatne linki: ![]()
niedziela, 06 kwietnia 2008
IN THE WEE SMALL HOURS
Batman powróci, już niedługo. E-Gotham może spać spokojnie ;) Od służbowych obowiązków blogowych odciągnęły mnie prozaiczne czynności naukowo, osobisto, przyszłościowe... Ale ileż można?! Przecież blog jest najważniejszy! A żeby ten wpis nie pozostawił Was rozczarowanymi, to zapraszam do posłuchania naprawdę dobrego jazowego utworu, który, choć znany mi od dawna, od kilku dni ma swoje '5 minut' na playliście. Miło mi zaczynać od niego dzień - 'In the wee small hours', z roku 1955! Muzykę skomponował David Mann, słowa napisał Bob Hilliard. Piosenka znalazła się na wyśmienitej płycie Franka Sinatry, pod tytułem 'In the wee small hours'. Tym razem niestety, mimo mojego nieskończonego podziwu dla mistrza Franka, wybrałam interpretacje panów Stinga i Chrisa Bottiego. Szczerze mówiąc ich cover, to jak zupełnie inna piosenka, tym niemniej piękna. W youtubowym clipie Sting zdaje się mieć lekką zadyszkę - prawie jak ja po porannym biegu do tramwaju ;) Po doskonalszą wersję zapraszam na płytę Chrisa - 'Slowing down the world' (1999). A o czym jest piosenka? Zanim księżyc przywita się ze słońcem Gdy cały świat jeszcze smacznie śpi Ty leżysz rozmyślając o tej dziewczynie I nie w głowie ci liczenie owiec Gdy już twe samotne serce czegoś się nauczyło Należałbyś do niej, gdyby ona tylko zadzwoniła Zanim księżyc przywita się ze słońcem właśnie wtedy najbardziej za nią tęsknisz
czwartek, 27 marca 2008
EWOLUCJA TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH W MARTWYM PUNKCIE
Nie jestem specjalistką z branży telekomunikacyjnej, nie jestem też zwykłym użytkownikiem, dla którego protokół HSDPA to dziwnie brzmiący skrót, a szczytem oczekiwać jest 'żeby aparacik miał wyraźne literki i polskie menu'. Obserwuję rozwój telefonii komórkowej w Europie, zarówno pod kątem usług, jak i sprzętu i myślę, że temat jest tak obszerny, że mógłby posłużyć jako temat pracy habilitacyjnej. Dlatego w notce tylko garść moich przemyśleń. Telefon komórkowy jako taki, z połowy lat '90, czyli z czasów 'cegieł' miał spełniać dwie funkcje: służyć jako mobilny aparat telefoniczny do rozmów i do wysyłania SMS-ów. I pierwsze modele spełniały te wymogi wyśmienicie, wówczas problemem była infrastruktura telekomunikacyjna oraz koszt usług. Wtedy nie liczył się design, który na znaczeniu wyraźnie zyskuje dopiero od początku XXI wieku. Wówczas ważne było 'umobilnienie' telefonu, czyli sprawienie, że będzie lżejszy, bardziej poręczny - stopniowo aparaty zmniejszały gabaryty, następnie ciężar, wprowadzono wewnętrzne anteny. Pojawił się model dla mas - Nokia 3210, zapewne jeden z najbardziej popularnych modeli w Polsce. Miał przejrzyste menu, był poręczny, oferował też coś więcej - niezapomnianą grę 'wężyka'. Trzech usługodawców podzieliło się telekomunikacyjnym tortem, z korzyścią dla klientów - ceny stały się przystępniejsze. Na rynku pojawiało się coraz więcej modeli popularnych wówczas marek: Nokia, Ericsson, Alcatel, Siemens, Philips, Motorola. W oczach konsumenta różnice polegały na rozwiązaniach (ubogiego jeszcze) softu, na rozmieszczeniu klawiszy, na rodzaju obudowy (candybar vs. clamshell). Pamiętam, że największą renomą cieszyły się Nokie i Ericssony. Alcatel zasłynął małymi, jak na owe czasy, telefonami z rewolucyjnym joystickiem. Philips wprowadził głosowe wybieranie numerów (pamiętacie reklamę 'idiot'?). Tak się kręciło bez większych rewolucji, kiedy to w 2000 roku Siemens wypuścił model SL 45i. Według mnie był to najbardziej przełomowy telefon i żaden inny od tej pory nie przebił go w sensie fundamentalnej zmiany podejścia do komórek. A to wszystko za sprawą javy, możliwości łączenia z komputerem (jeszcze nie przez usb), wymienialnej karty pamięci, a przy okazji odtwarzaczem mp3 (nie wspominając o eleganckim designie) 'Eselka' doczekała się chyba najwierniejszej rzeszy fanów, kilkudziesięciu stron i forów, na których wymieniano się grami, logami, animacjami, a nawet aplikacjami, niekiedy bardzo rozbudowanymi. ![]() To już nie był tylko telefon, to było mobilne centrum rozrywki, niezawodne (kilkanaście upadków na ziemię... i działał) z niedoścignionym softem (moje następne telefony nie posiadają wszystkich zmyślnych rozwiązań SL 45i). Zmierzch ery tych telefonów przyszedł z chwilą pojawienia się aparatów z kolorowym wyświetlaczem. Ci, którzy pamiętają pierwsze modele (65 tys. kolorów) z pewnością pamiętają, że były to buble o kilka klas niższe od wspomnianego Siemensa. Monochromatyczne wyświetlacze przeszły do historii, choć mimo szalonej ekspansji kolorowych komórek, mono wciąż są popularne i często wprawia mnie w zdumienie widok telefonów, które już dawno powinny znaleźć się w muzeum. W gruncie rzeczy najbardziej zasadniczą różnicą pomiędzy nimi jest brak możliwości wysyłania MMS-ów. Reszta niewiele się zmieniła. To co obserwujemy od ostatnich 5 lat, to tylko gadżeciarstwo. Pojawienie się w komórkach aparatu fotograficznego, skalało na wieki obszar prawdziwej fotografii i przyczyniło się do żałosnych scen na ulicy, w teatrze, w szkole, gdzie ludzie z wystawioną ręką 'fotografują'. Ani się nie obejrzeliśmy, jak z VGA przeszliśmy do 5 megapixeli (Sony-Ericsson bezapelacyjnie zabłysnął), choć standard to wciąż 1.3 Mpix. Jeszcze groźniejszą plagą zdaje się być dorzucenie opcji 'kamery' (obejrzyjcie czasem Annę Marię Wesołowską). W procesie odtelefonowywania telefonu, jedno zasługuje na pochwałę - rozwój protokołów transmisji danych. W połączeniu z korzystnymi taryfami usługodawców czymś powszechnym staje się dziś sprawdzanie w komórce poczty, czy korzystanie z google. Wszystko to jednak zmierza do smartphonów z systemem operacyjnym, a wówczas powoli zacierają się różnice pomiędzy smartphonem a PDA (spójrzcie na iPhone'a!). Dlaczego uważam, że od jakiegoś czasu tylko pozornie następuje rozwój telefonów komórkowych? Bo paradoksalnie coraz częściej zatracają swoją podstawową funkcję - TELEFONOWANIE I ROZMAWIANIE! Wyobraźmy sobie najnowszy model z wielkim, błyszczącym wyświetlaczem, świetnej jakości dzwonkami mp3, z radiem, z nawigacją gps, wi-fi, obieramy telefon, rozmawiamy przez kilka minut i...? BATERIA WYMAGA ŁADOWANIA Przy obecnych standardach Li-ion, Li-poli i przy coraz większych obciążeniach, opowieści o Nokii trzymającej tydzień można potraktować jak legendy z zamierzchłych czasów. Dopóki nie wprowadzi się nowych rozwiązań akumulatorów, uciechę będą mieć tylko Geeki...
sobota, 22 marca 2008
6 RZECZY, CZYLI BLOGOWA ZABAWA W USTRZELANIE
Czego to Internauci nie wymyślą? Ktoś kiedyś powiedział, że Internet to świat w świecie, nie należy go ignorować, bo rządzi się takimi samymi mechanizmami, jak otaczająca nas rzeczywistość. Ciekawe co mówią socjologowie na temat tzw. łańcuszków? Część z nich to stricte naciąganie, rodzaj piramidek, w których wąski krąg osób wzbogaca się na naiwnych mróweczkach z trzydziestej z kolei gałęzi. Co jednak z łańcuszkami mniej interesownymi, które polegają na rozsyłaniu przesłania dalej? Mam kilka teorii: po pierwsze nuda. Większość głupich i bezmyślnych rzeczy, które ludziom przychodzą do głowy bierze się z braku konstruktywnego zajęcia. Ponadto chęć nawiązania kontaktu, nie mając nic mądrego do powiedzenia, a nuż wysyłając na GG łańcuszek, ktoś odpowie 'cześć, co tam u Ciebie?' i później dialog jakoś się potoczy. Inną przyczyną popularności tego spamu mogą być przesądy i zabobony, śmiem twierdzić, że ludzie rozsyłają wiadomości 'dla zasady', wierząc, że w groźbach może być ziarno prawdy. Pamiętam, jak przed maturą znajomi masowo spamowali, twierdząc, że wolą przeforwardować, niż nie zdać matury... Najbardziej drażnią mnie 'łańcuszki strachu' informujące o wirusach, trojanach, opłatach za GG, a nawet... groźbach spalenia dysku. Ktoś, kto mi coś takiego przesyła, w chwili naciśnięcia 'enter', automatycznie naraża się na duży spadek szacunku w moich oczach... I stało się... Zostałam 'ustrzelona' przez użytkownika madziako2. Nie wydaje mi się, aby była to stała czytelniczka bloga, więc nie czuję się w obowiązku wyjaśniania jej dlaczego udziału w zabawie nie wezmę. Nie wezmę, bo łańcuszkami gardzę. Zaś owa zabawa robi oszałamiającą karierę na blogach i to nawet na tych, które bardzo cenię... Żeby nie być całkiem na 'nie', napiszę co mi się w tym podoba. Otóż jest to niezła forma reklamy za pomocą linkowania (należy zaprosić 6 kolejnych blogerów), a w konsekwencji zwiększenie oglądalności bloga. A to wszystko za cenę napisania o sobie '6 nieważnych, śmiesznych rzeczy'. Blog jest pewną formą ekshibicjonizmu i jego właściciel może wypisywać na nim co mu się żywnie podoba, w granicach Konstytucji RP. Nie potrzebuję więc specjalnej zachęty, aby zapostować o moich najskrytszych tajemnicach. Tylko po co? Poza tym co to ma znaczyć '6 nieważnych rzeczy'? Dla mnie wszystko, co mnie samej dotyczy jest ważne. Mój blog ma charakter misyjny i służy dzieleniu się moją wiedzą i wrażeniami z obejrzanych/wysłuchanych/przeczytanych dzieł. Zawiodę więc tych, którzy liczyli na wynurzenia z dzieciństwa, czy wyjawienie słabości. A z okazji Świąt, z dedykacją dla wszystkich sympatyków bloga, w tym szczególnie dla Agaty, 'CZESIOWEGO ALLELUJA!':
czwartek, 20 marca 2008
JAK SAFARI 3.1 POPSUŁO NAM GMAILA
Zazwyczaj bardzo ostrożnie podchodzę do aktualizacji applowskich aplikacji, bo już kilka razy zdarzyło mi się, że po updacie nie działały mi potrzebne wtyczki. Podobne obawy wystąpiły przy okazji releasu najnowszej wersji przeglądarki Safari 3.1, która od 18 marca jest dostępna do ściągnięcia w wersji dla Mac OS-a i Windows. Pobieżnie przejrzałam testy i opinie użytkowników, i wczoraj zdecydowałam się na pobranie. Jak się dziś okazało był to BŁĄD. Około południa musiałam szybko napisać e-mail, korzystam od dawna z gmaila, którego jestem więcej niż zwolenniczką, chyba raczej fanatyczką. I cóż się stało? Poczułam się jak w koszmarze, jakby jakiś chochlik zawładnął moją pocztą! Jakakolwiek próba wciśnięcia klawiszy: shift, command, option, ctrl - kończyła się przejściem kursora, czy to w pole z adresatem, czy z tematem wiadomości. Niemożliwe było więc np. wstawienie znaku zapytania, a wielkie litery mogłam uzyskać tylko za pomocą Caps lock-a. Zalogowałam się zatem na moje konto na gazeta.pl, jednak problem się powtórzył, cóż wszak nowa gazetowa poczta jest oparta na gmail-u. Przydało się więc niezawodne od lat konto na tlenie... Spytałam kilku znajomych czy też zaobserwowali podobne problemy, jednak okazało się, że trudności występują tylko u mnie. Dość szybko zorientowałam się, że przyczyną może być update Safari. Jak dotąd znalazłam trzy rozwiązania błędu, jednak nie zmienia to faktu, że asap czekam na fix ze strony Apple. Możesz: 1. Skorzystać z FireFox-a, gdzie problem nie występuje (kiepska opcja, gdy jest się przyzwyczajonym do Safari) 2. Pisząc nową wiadomość przełączyć się do prostego trybu, bez zaawansowanego formatowania - problem znika. 3. Wejść w ustawienia i zmienić język na english (us), dzięki temu mamy nowszą wersję gmail-a, a przy tym bezproblemową.
sobota, 15 marca 2008
WIELKANOCNE ZAKUPY
![]() Od dziecka słyszę, że Święta Wielkiejnocy są ważniejsze, niż Boże Narodzenie, i że katolicy powinni je głęboko przeżywać. Można się zastanawiać, czy faktycznie towarzyszy nam zaduma i przenikliwe spojrzenie w głąb siebie, w przeciwieństwie do komercyjnej i odartej z religijnego elementu Gwiazdki? A może po prostu te Święta nie są dla nas istotne, ani w wymiarze duchowym, ani handlowym? Za tydzień Wielka Sobota, a tymczasem wielu Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, że na jutro przypada tzw. niedziela palmowa. Wiedzą za to, że jest tzw. brudna niedziela, kiedy można bez skrępowania iść do supermarketu, trzepać dywany i myć okna. Oczywiście i do tego przyzwolenie Kościoła nie jest potrzebne. Czy gdyby kierowano się zasadami postu obserwowalibyśmy tylu ludzi bawiących się co weekend w klubach i dyskotekach? W dzisiejszych czasach post oznacza mniej więcej tyle co dziewictwo - haha. Byłam dziś na zakupach i nie zauważyłam szału, jaki towarzyszy Bożemu Narodzeniu. Skąpy wystrój, bardziej wiosenny, niż wielkanocny. W dziale słodyczy okazjonalne zające, czekoladowe jajka, cuneońskie pralinki w wersji 'jajko', zamiast 'dzwoneczka'. Inflacja szaleje, a ekskluzywne jeszcze parę lat temu produkty Lindt, stoją obok rodzimych słodkości i bez zmrużenia oka lądują w wózkach. Z półek zniknął jedynie chrzan, a o tym, że to święta i je się coś innego niż zwykle przypominały mi tylko baby i mazurki. Swoją drogą mazurek, to chyba jedyny przykład rzeczy, której nie można nabyć o dowolnej porze roku, a jedynie w okresie przedświątecznym. Wielkanoc w Polsce, to okazja do rodzinnych spotkań, do zjedzenia barszczu białego z kiełbasą, do odpoczynku od pracy/szkoły. I kilku pogańskich tradycji, jak na przykład 'lany poniedziałek'. Ci, którzy wynieśli z domu tradycję obdarowywania się prezentami, mogą liczyć na podarek 'od zajączka', ale nijak się to ma do gwiazdkowej manii, której skutkiem jest spłacanie do Wielkanocy długów na kartach kredytowych. Nie wiem jak zacne miejsce zajmuje w tym męka i zmartwychwstanie Jezusa, nie wiem ilu ludzi wie po co dzielimy się jajkiem, ale z całą pewnością od humorów przy stole będzie zależała pogoda. Jak przyjdzie wiosna i słońce, to będzie można poczuć radość narodzenia. Przy chłodzie i deszczu będziemy kląć, że telewizja znów nadaje 'Potop'... |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Autre
Coś ponad, coś więcej
Czytane blogi PL
Czytane blogi zagraniczne
Oglądane blogi comic & foto
|